Czwarte dziecko, czyli chory chlop w domu

Coraz czesciej mysle sobie, ze mezczyzni po prostu maja lepiej..

Moj maz w tym tygodniu byl chory, zostal oczywiscie w domu. Nie to zebym odmawiala mu prawo do chorowania, ale chory chlop w domu to prawdziwa katastrofa. Bol gardla, 37 C i ciezka infekcja wirusowa gotowa.. ( dla tych co w tym momencie sie zastanawiaja czy kocham mojego meza piszac w ten sposob- oczywisce kocham niesamowicie, ale po prostu w takich momentach, kiedy wiem, ze nie bede miala ani chwili spokoju i nawet 5 minut dla siebie, powoduja, ze nic ale to nic sie nie uklada ). Pan Maz oczywiscie dziecmi zajac sie nie mogl, bo katar ( chociaz jakos nie zauwazylam zwiekszonej liczby zuzywanych chusteczek ) no i dzieci nie chce zarazic. Bol gardla to juz przekroczony prog bolu.. Tak wiec z praca zalegam na maksa..
Pan Maz do tego jest pedantem a ja zupelna przeciwnoscia.. Ciezko jest mi -wstajac o 3:30 w nocy do pracy, pozostawic po sobie idealny porzadek. Zawsze staram sie uwijac tak szybko z praca zebym mogla miec czas popoludniami dla dzieci. Kiedy Pan Maz jest w pracy, w domu zazwyczaj pranuje artystyczny nielad. Obiad jest nie o godzinie 12:30 a dopiero kolo 14:30, tak abym nie musiala gotowac dla Starszego syna po powrocie ze szkoly dodatkowo. Niestety z Panem mezem numer ten nie przejdziei obiad musi byc najpozniej o 12:30 i koniec. Lorka zamiast o 11:00, udawala sie dopiero o 13:30 na drzemke..

NIc ale to nic sie nie udawalo w tym tygodniu. ´W nastepnym tygodniu musze dac gazu bo inaczej nie wyrobie sie z zamowieniami.

Dzis chce uszyc dla Lorki pieluszki dla lalek, fartuszek do kuchni i zaczac robic tulipany na dzien babci ( we Francji 5 marca ) . mam nadzieje , ze chociaz 1/3 tego planu sie powiedzie.