Wycieczka z Unterstmatt do Mummelsee 8 km

 

Stalo sie juz tradycja, ze kiedy w niedzielny poranek pogoda dopisuje, wybieramy sie na wedrowke. Najczesciej jest to Schwarzwald, ktory jest oddalony od nas tylko 30 km. ( Mummelsee 45 km ). Tak wiec o 10-ej rano zapada decyzja, ze wyruszamy. Ja pakuje szybko nasze plecaki. Pijac kawe, szukam na szybko celu wycieczki. Bardzo szybko znajduje cos co nadaje sie na wedrowke z maluchami ( wnioskowalam tak po wstepie :-/ ). Drukuje opis drogi i ruszamy!

Auto zaparkowalismy przy malym wyciagu narciarskim Unterstmatt. Stamtad ruszylismy w kierunku pierwszego etapu wedrowki: Wanderheim Ochsenstall ( dom turysty ) .

.. piekne uczucie kiedy wchodzisz 2 km pod gore..Twoja corka pyta sie po raz 50-ty w przeciagu godziny, kiedy dojdziemy… i nagle zza swierkow wylania sie widok ludzi siedzacych przy stolach, na trawie, na kamieniach. Dzieci biegajacych po lace. I wiesz, ze teraz mozesz wydac 3€ na loda, ktory w Pennym ( odpowiednik biedronki ) kosztuje 1€ -w takich momentach nie warto oszczedzac.

Po konsumpcji loda udajemy sie w kierunku Masztu Hornigsrinde ( maszt nadawczy Telekomu ) Droga dosc trudna bardzo kamienista, Lorka ochoczo skacze, ku moim obawom, po kamieniach niczym prawdziwa kozica gorska. Ludzie podziwiaja nas, ze ona taka mala, taka droge pokonuje. Potem zrozumialam czemu. Kamienista droga zmienia sie w kamienista sciezke, ktora staje sie jeszcze bardziej stroma i ciasna.

W polowie robimy przerwe aby spozyc pol paczki Haribo.. 

Te daja nam sile na dalsza czesc wyprawy. W koncu docieramy do wiezy gdzie postanawiamy zrobic maly piknik. Jako, ze Hornigsrinde jest najwyzszym szczytem ( 1163 m. n. p. m. ) w polnocnym Schwarzwaldzie, widoki sa obledne. Slonce towarzyszy nam caly dzien. Ludzie w polowie pazdziernika chodza w koszulkach na krotki rekawek i krotkich spodenkach.

Z wiezy widokowej mozna dostrzec Strasbourg !

Dalszy etap to juz Mummelsee. Jednak podczas pikniku, moj maz zadaje mi znaczace pytanie?jak to ma byc mozliwe , ze ta wedrowka ma miec 5 km, skoro do Mummelsee jest jescze 1,5 km? Biore wiec moja kartke i czytam ja do konca.. 5 km… w jedna strone . Przerazajaca wizja, jesli wie sie, ze jest juz 15:30 a o 18:30 zaczyna robic sie zmierzch. Jednak na koncu opisu na mojej kartce, stoi znaczace zdanie. Powrot do parkingu w Hinterstmatt autobusem :D! A wiec uradowani udajemy sie nad Mummelsee ( Mummelsee jest najwyzej polozonym jeziorem w Schwarzwaldzie, jego obwod to 800m, powierzchnia 3,7 hektara a glebokosc 17m. Jezioro mozna bardzo wygodnie obejsc dookola, nawet z wozkiem, droga nie jest wyboista. Na drodze znajduja sie lezanki na ktorych mozna odpoczac po trudach wedrowki, niestety sa strasznie oblegane) do mojej ulubionej restauracji z widokiem na jezioro po ktorym mozna polywac stara lodzia lub rowerem wodnym ( my jednak ze wzgledu na autobus, nie mamy na to czasu ale bywamy tu dosc czesto wiec nic straconego), pijemy zasluzone Apfelschorle ( sok jablkowy z woda gazowana), Laura je Lody a Janek zajada rosol!

Potem w nagrode udajemy sie jeszcze na plac zabaw, gdzie Lorka traci reszte energii, ktora jej pozostala. O 17:40 wyruszamy Autobusem na nasz parking gdzie stoi auto, wydajac przy tym bagatella 5 € ( 5 minut jazdy, 2,5€ za osobe ).

Ponizej jeszcze pare zdjec wraz z opisami z naszej wyprawy.

Przejscie 3 km zajelo nam 2 h!! Oczy dziecka dostrzegaja, to czego my nie widzimy. Tu Lorka zauwazyla, ze w drzewie zyja korniki. Zauwazyla tez, slady dzieciola.

Piknik po francusku w pieknym niemieckim Schwarzwaldzie :-) Ser, bagietka i wino. Za to kocham tu zycie. Mozna na prawde czerpac je pelnia piersi.

Lorka wzbudzala podziw wszystkich ktorych spotykalismy po drodze. Minelismy pare osob z 3-latkami ( wszystkie byly niesione w nosidle turystycznym ).

Tak wygladala droga przez dobre 1,5 km

Piekna, zlota jesien

To niesamowite ile mozliwosci do posilenia sie w trakcie wedrowki oferuje Schwarzwald. Tu nastepna stacja dla glodnych i spragnionych. My jednak postanawiamy isc dalej.

Widoki, widoki i jeszcze raz widoki, niestety zdjecia nie oddaja tego uroku w pelni:

Ostatni etap naszej wedrowki: Mummelsee i moja ulubiona restauracja.

Plac zabaw. I pare kozek w zagrodzie.

Nasza pierwsza, wspolna wycieczka rowerowa

20171013_181530

Wczoraj termometr w słońcu pokazał 33 stopnie! Kiedy wyszłyśmy po południu z domu w bluzkach na dlugi rekaw, musiałyśmy wrócić i się przebrać: Polowa października a temperatury jak latem! Tak więc pojechałyśmy szybko na zakupy i kiedy wróciłyśmy postanowiłyśmy, że wybierzemy się na wycieczkę rowerowa. Jako, ze pora była już pozna, nie wchodziła w gre żadna wycieczka na Renem. Została tylko opcja naszego pola, które po obfitych deszczach wygląda bardziej jak tor przeszkód niż miejsce na wycieczkę rowerowa. Lorka uparła się, ze bedzie jechała na swoim rowerku biegowym. Wydawał mi sie to kiepski pomysł, bałam się, ze nie będzie mogla za mną nadążyć. Jednak biorąc pod uwagę, fakt, ze ruch poza traktorami które teraz zbierają kukurydze i buraki cukrowe jest niewielki, postanowiłam spróbować. Skoro ona czuje się na silach, dlaczego nie. Z tylu w croozerze jest tak duży bagażnik, ze w najgorszym wypadku mogłam spakować rowerek biegowy a Lorka mogla wygodnie kontynuować jazdę obok Janka.

Pod górkę poszło ciężko… Lorka nie mogla nadążyć, jednak nie poddawała się… a później była to najprzyjemniejsza rzecz, jaka robiłam z dziećmi od dłuższego czasu… Piękna pogoda, widoki… kocham to miejsce i jestem niezmiernie wdzięczna, ze mogę codziennie chodzić tu na spacery… Do tego dla Lorki obserwacja pracy na polu jest niezmiernie interesująca. Lubi stać i patrzeć jak traktory pracują na polu. Zna chyba wszystkie marki traktorów, wie co, kiedy rośnie na polu i kiedy co jest zbierane.. I Balony, często przy takiej pogodzie można zobaczyć loty balonami. To jest jej marzenie polecieć takim balonem.

Przejechałyśmy wspólnie 5 km, może to niewiele, ale takiego pięknego czasu z moimi dziećmi dawno nie miałam. Nikt nie płakał, nikt nie krzyczał… cudownie! Dzis chce powtórzyć, może uda mi się namówić Tatusia ;-) na wspólny wypad nad Ren

20171013_175250

Jesienne liscie z masy solnej

Wczorajszy dzień powitał nas deszczowo. Lorka w poniedziałek wróciła z przedszkola z gorączka 39,5 C, wiec do końca tygodnia zostanie w domu. Czuje sie jak zwykle dobrze, broi za dwoje, dlatego częściowe jej energie probuje wykorzystać w naszych pracach plastycznych ;-)

Wczoraj rozpoczęłyśmy realizacje naszego Planu jesiennego, od zrobienia liści z masy solnej. Chciałam początkowo zrobić miseczki, jednak uznałam, że takie liście będą b. ładnie wyglądały obok moich wrzosów na tarasie. Nie wiem co prawda jak zniosą wilgoć, będą jeszcze pokryte farba ceramiczna.

Razem z Lorka zrobiłyśmy masę solna. Lorka odmierzała składniki (tzn. wsypywała a ja mowilam, kiedy wystarczy). Wszytko wymieszał nasz super mikser Kenwood Chef.

Składniki:
200g Maki pszennej
200g Soli
0/5 Szklanki wody (z woda należy uważać lepiej dodać mniej niż za dużo, można później stopniowo jej dolać jeśli ciasto nie będzie się łączyło w całość. Jeśli dodamy za dużo wody możemy dodać trochę maki i soli, a następnie wymieszać. Trzeba kombinować, maka pomimo, że jest tego samego typu ma rożną zawartość wilgotności w sobie- kosystencja ciasta musi być zwarta, tak aby nie lepiła się do reki, nie może być za wilgotna ani tez za sucha ).

Po dokładnym połączeniu składników, rozwałkowałyśmy ciasto na wielkość pojedynczego liścia. Grubość ciasta ok. 0,5 cm. Następnie odcisnęłyśmy za pomocą walka (wwałkowałyśmy) liść po czym go wcięłyśmy (można wykałaczka lub nożykiem z ostrym, spiczastym końcem- ja zrobiłam to nożykiem, patyczkiem brzeg był postrzępiony). Oderwałam liść a nasz liść z masy solnej przełożyłam  na papier do pieczenia. Teraz należy odczekać parę dni i liście włożyć do piekarnika nagrzanego do 80 C. Powoli należy zwiększać temperaturę do ok. 210 stopni. Kiedy liście będą suche można przystąpić do malowania. Ten etap pokażemy za parę dni :-).

A oto dotychczasowe efekty naszej pracy

22195708_2038527623043556_4166114134551108704_n

 

Na koniec zabawy Lorka ulepila Elmo :D.

Bujak Good Wood

Jakis czas temu na jednej z Facbookowych grup zobaczylam jego zdjecie. Zakochalam w jego prostocie i kolorystyce. Akurat zblizaly sie pierwsze urodziny Janka, wiec byl to idealny moment na jego zakup.
Po 3 dniach byl u nas. Proces zamawiania przebiegl bez komplikacji.  Bujak przyjechal do nas w czesciach.  Jego montaz byl bardzo prosty. Lorka pomagala Tatusiowi i bardzo szybko, bo w przeciagu pol godziny bujak byl zlozony.

Pierwsze wrazenie:

Bardzo solidnie wykonany, latwy w montazu. Podczas zabawy moja jedyna obawa sa plozy, boje sie troche, ze ktores z dzieci podlozy tam reke albo trzymajac sie boku, przytnie sobie palce. Jednak po prawie dwoch tygodniach uzytkowania, nic zlego sie nie wyadzylo. Same szczebelki sa tak umieszczone, ze wykluczaja mozliwosc przygniecenia palcow.

Bujak moze byc uzytkowany na wiele sposobow. Lorka zrobila sobie z niego od razu drabinke i zjezdzalnie. Janek bardzo lubi byc bujany w niej. Do wersji bujakowej uszylam wkladke, ktora wysciela podloze i tworzy wspaniala kolyske.

Cena nie jest niska. Bujak kosztuje 469.00 zl. Do niego mozna dokupic: Blat 199.00 i Drabinke 249.00  Ponizej cennik:

cennik

Niedlugo porobie zdjecia i wstawie :-)